Sala urzędu stanu cywilnego ma swoje zalety: jest sucho, jest punktualnie i nikt nie martwi się o wiatr. Ma jednak tę wadę, że przysięga brzmi tam tak samo jak wszystkie inne przysięgi tego dnia. U nas jest inaczej. Do Szumilasa i do restauracji Dobre z Lasu dojeżdża urzędnik, a akt cywilny odbywa się tam, gdzie para chce powiedzieć „tak”: pod dębem, nad stawem albo na polanie. Gdy pogoda nie dopisze, rozstawiamy dodatkowy namiot specjalnie pod ceremonię. Za wyjazd urzędnika jest dodatkowa opłata; w zamian goście pamiętają nie korytarz, tylko miejsce.
Jak wygląda ślub cywilny poza salą urzędu
W polskim prawie akt cywilny nie musi odbywać się wyłącznie w budynku USC. Urzędnik może przyjechać we wskazane miejsce, i właśnie z tej możliwości korzystamy. Para ma wtedy prawdziwy ślub cywilny w plenerze, a nie tylko sesję, która „wygląda jak ślub”. Przysięga dzieje się na polanie, przy drzewie, nad stawem albo pod wiatą; goście stoją tam, gdzie para, a nie za drzwiami urzędowej sali.
Do urzędu można zgłosić się najwcześniej na sześć miesięcy przed planowaną datą. Warto zrobić to zaraz po otwarciu tego okna: złożyć dokumenty i zarezerwować zarówno termin, jak i wyjazd urzędnika na konkretne miejsce. Bez tej rezerwacji nie da się spokojnie ułożyć godziny ceremonii ani reszty dnia. Im wcześniej będziecie znać godzinę i lokalizację, tym łatwiej dograć muzykę, fotografię i przejście gości z namiotu pod drzewo.
Współpracujemy z fotografami i muzykami, którzy obie lokalizacje znają z realizacji, a nie z mapy. Krzesła, aleja, heksagon, wiolonczela albo skrzypce wystarczają, by oprawić przysięgę; ściany głośników przy niej nie stawiamy. Goście zapamiętują wtedy trawę i wodę, a nie korytarz, w którym „jakoś się zmieścili”.
Dąb, staw i polana — a w restauracji Dobre z Lasu inne światło
W Szumilesie ceremonia nie musi stać przy namiocie tylko dlatego, że tak wygodniej rozstawić krzesła. Są trzy naturalne tła i para wybiera to, które do niej pasuje. Najczęściej w tym roku goście składają przysięgę pod wielkim dębem: aleja, dywan i pampas nie muszą z drzewem konkurować, bo korona już jest scenografią. Nad stawem ramę biorą woda i sitowie — heksagon ma je oprawić, nie zasłonić. Na polanie jest więcej światła i więcej wiatru, więc konstrukcje muszą być stabilne, a między krzesłami zostaje powietrze.
W restauracji Dobre z Lasu dzień ma inny charakter. Tam przysięga może stać w ogrodzie, pod wiatą, która nie boi się deszczu, albo w jasnej sali z oknami. Jeśli ma pachnieć lasem i tipi, wybieracie Szumilas w Bydgoszczy. Jeśli tarasem i światłem z okien — restaurację Dobre z Lasu. Obie lokalizacje są nasze; różni je nie procedura, tylko to, jak ma wyglądać i pachnieć ta jedna godzina.
Gdy niebo nie dopisze
Namiot tipi jest wodoodporny, ale nieprzesuwalny. Przyjęcie zostaje w nim niezależnie od pogody; ceremonii nie przenosimy tam na siłę, bo tipi stoi tam, gdzie stoi, i nie da się go wsunąć pod drzewo. Jeśli dzień wcześniej widać, że pogody nie będzie, albo możliwe są przelotne opady, rozstawiamy dodatkowy, szybko składany namiot pod samą przysięgę i dla gości. Da się to zrobić i w Szumilesie, i w restauracji Dobre z Lasu.
Krótki letni opad najczęściej po prostu zbiera ludzi pod dach. To nie katastrofa, tylko zmiana akcentu. Parasolki spójne z wystrojem i jedno zdanie w zaproszeniu — że część dnia jest na zewnątrz i wygodne buty się przydadzą — oszczędzają więcej stresu niż jakikolwiek plan wymyślony w styczniu. Prognozę oglądacie trzy, cztery dni wcześniej; decyzję o dodatkowym namiocie podejmujemy zwykle dzień przed ceremonią.
Zdjęcia, których nie zrobi się w korytarzu
Plener fotografuje się inaczej niż salę. Nie ma ściany z ornamentem, od której odbija się lampa; jest światło, wiatr i to, czy para naprawdę jest ze sobą. Najlepsze kadry powstają wtedy, gdy fotograf dostaje od dwudziestu do trzydziestu minut we dwoje między ceremonią a tortem — wpisane w harmonogram, a nie zostawione na potem, „jak zostanie chwila”.
Przed zachodem, w tak zwanym golden hour, światło bywa latem najłagodniejsze. Jeśli da się przesunąć przysięgę albo sesję o czterdzieści minut, zwykle warto. Gdy pogoda nie dopisze, sesję przenosimy pod zadaszenie, do dodatkowego namiotu albo do tipi, bez paniki w dniu przysięgi. Czas na przebranie, wodę i cień też trzeba przewidzieć, bo w plenerze nie ma korytarza, w którym „jakoś się zmieścimy”. Więcej zdjęć z realizacji jest w Galerii.
Kto zostaje na noc — i kto przychodzi na czterech łapach
U nas można przyjechać z psem. Na weselu w plenerze zdarza się to często, więc przy rezerwacji ustalamy wodę, cień i to, kto zostaje z zwierzęciem przy ceremonii. Nie każdy pies lubi tłum i salwy; para sama decyduje, czy czworonóg jest przy przysiędze, czy tylko przy części dnia.
Goście mogą spać na miejscu: Szumilas ma czterdzieści cztery miejsca noclegowe, restauracja Dobre z Lasu — pięćdziesiąt sześć. Warto rezerwować pokoje razem z terminem wesela, bo znikają szybciej niż miejsca przy stole. Wtedy poprawiny mają sens — rano nikt nie szuka hotelu, menu może być lżejsze, muzyka ciszej. Ustalamy je indywidualnie; część par rezerwuje po prostu drugi dzień w tym samym miejscu.
Jeśli marzy Wam się przysięga pod drzewem — z urzędnikiem na miejscu, a nie tylko z sesją, która udaje ślub — napiszcie. Pokażemy obie polany, przejście z namiotu pod dąb i to, gdzie staje urzędnik, gdy niebo jest jeszcze czyste. I gdzie staje dodatkowy namiot, gdy niebo już nie jest.